Przejdź do treści
Strona główna » Blog » boltfood » Młode wilki – recenzja Bolt Food

Młode wilki – recenzja Bolt Food

Przez większa część swojej kurierskiej kariery słyszałem niemal zewsząd, że Bolt Food to apka, na której nie warto jeździć. Wśród zarzutów jakie się pojawiały, dominowały głównie te najcięższe – kursów bardzo mało i stawki żałosne. Po prawdzie kiedy zacząłem korzystać z tej apki, to po części zarzuty te się sprawdziły. A jednak po wykonaniu już pewnie około 100 zleceń na Bolt Food stwierdzam, że jest to zapewne najbardziej niesłusznie niedoceniana apka wśród kurierów. Dlaczego tak sądzę? Zapraszam na recenzję estońskiej apki.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli moje teksty pomogły Ci, albo po prostu uważasz je za wartościowe, możesz wesprzeć mnie za pomocą powyższego guzika:)

Ciekawa historia Bolt Food

Zwykle nie opowiadam Wam za wiele o tym skąd się dane firmy wzięły. Ich historie nie są najczęściej szczególnie ciekawe. A jednak w tym przypadku zacznę od paru słów na temat początków samej firmy. Jak wiadomo Bolt Food jest częścią koncernu Bolt, założonego kilka lat temu przez dziewiętnastoletniego (!!!) wtedy programistę amatora z Estonii – Marcusa Villiga. Bolt nie był zresztą pierwszą potężną firmą wywodzącą się z tego malutkiego – mającego dużo mniej mieszkańców niż sama Warszawa – kraju. W 2004 roku powstał tam przecież Skype, w którego pierwotnym zespole pracował… brat Marcusa – Martin!

Po skończeniu liceum Marcus postanowił, że założy własną firmę i wybór padł na pomysł, że zrobi apkę dla miejscowych taksówkarzy. Przez lata firma stała się globalną marką działająca już nie tylko w przewozie osób, ale też oczywiście w dostawach jedzenia i artykułów spożywczych, a także wypożyczalnią elektrycznych hulajnóg. Są poważnym graczem nie tylko w wielu europejskich krajach, ale też na przykład liderem branży w Afryce. Niezłe sukcesy jak na gościa, który nie skończył jeszcze 30 lat!

Pierwsze problemy już przy rejestracji

Brak opcji b2b

Do Bolt Food, podobnie jak do Stuarta i SzamaExpress zapisywałem się wczesną wiosną tego roku. Wiedziałem już doskonale, że na Uberze i Wolcie nie będę miał latem tylu zleceń, żeby być zadowolonym, więc postanowiłem zwiększyć swoje możliwości korzystając z kolejnych apek. Już na wstępie spotkała mnie niemiła informacja. W Bolt nie da się podpisać umowy B2B – konieczne jest pośrednictwo Partnera. Większość apek daje jednak możliwość uniknięcia pośredników, ale tak się składa, ze właśnie Bolt i Stuart nie. Podpisałem więc umowę z tanim partnerem, który rozlicza wszystkie apki w cenie jednej i z perspektywy czasu stwierdzam, że brak bezpośredniej opcji B2B problemem nie jest. Co więcej właśnie przeniosłem do mojego Partnera Wolta, a zapewne wkrótce przeniosę Szamę. Z różnych względów B2B pozostanie mi raczej tylko z Uberem.

Absurdalne selfie

Proces rejestracji byłby zupełnie łatwy i szybki, gdyby nie jeden szkopuł. Bolt wymaga przesłania zdjęcia typu selfie, na którym poza twarzą kuriera jest jeszcze jego dowód osobisty. Już sam fakt, zrobienia w ten sposób na tyle ostrego zdjęcia, że będzie widać, co na tym dowodzie jest napisane, jest problemem w samym sobie. Najgorsze jest jednak to, że na dowodzie miały się znaleźć zarówno moje zdjęcie i data urodzenia. Być może w ostatnio wydanych dokumentach te wszystkie elementy są na jednej stronie… U mnie jednak Data urodzenia jest na jednej stronie a zdjęcie na drugiej. Wysłałem więc zdjęcie frontu dowodu, na którym oprócz zdjęcia jest też PESEL – ostatecznie w numerze tym jest przecież zawarta data urodzenia. Niestety Bolt Food najwyraźniej tego nie uznał i przez kilka tygodni moje konto nie zostało aktywowane.

W końcu spróbowałem się zarejestrować jeszcze raz, gdy przypomniałem sobie, że może dane te będą na jednej stronie w paszporcie. Były, tak więc potem poszło już szybko i wkrótce dołączyłem do floty estońskiej apki.

Większość z Was nie ma zapewne własnej działalności, macie też pewnie nowsze dowody osobiste niż mój, tak więc muszę uczciwie zaznaczyć, że takich problemów jak ja, zdecydowana większość z Was nie będzie miała i przejdzie gładziutko przez cały proces rejestracji.

Apka prosta, czy prostacka?

W związku z tym, że apka Bolt Food była już de facto piątą apka z jakiej korzystałem, a na Wolcie i Uber Eats zjadłem już zęby, tym razem nie miałem już takiego stresu, jaki pojawiał się na początku przygody z poprzednikami. Jak się okazało, nie było zresztą ku temu większych powodów.

Do kilku rozwiązań można się przyczepić

Słabe statystyki

Apka Bolta nie jest może najbardziej intuicyjna, ale po kilku/kilkunastu dostawach z grubsza wszystko jest wiadome. Bolt Courier jest z pewnością aplikacja prostą, choć na pewno wiele osób powiedziałoby wręcz, że jest po prostu uboga. Bardzo marne są na przykład statystyki. Można co prawda zobaczyć – tak jak w pozostałych aplikacjach – spis dotychczasowych zamówień. Po rozwinięciu ich dostajemy jednak kompletnie nieistotne dane typu, ile klient zapłacił za dostawę, a nie ma na przykład pokonanego dystansu. W zbiorczych statach można zobaczyć tylko podsumowanie dziennie, tygodniowe i miesięczne. Nie ma możliwości sprawdzić ile zarobiło się w dłuższej perspektywie czasu.

Proces akceptacji zamówienia

Wiele do życzenia pozostawia też ekran akceptacji zamówienia. Widzimy do jakiej restauracji mamy pojechać, ale nie mamy adresu klienta. Na mapie pojawiają się co prawda kreski pokazujące linie prostą od nas do restauracji i od restauracji do klienta, ale mapa jest bardzo kiepska i często musimy się tylko domyślać, gdzie ten klient jest. Co gorsza na akceptację zamówienia jest obecnie tylko 30 sekund, więc nie ma za bardzo czasu zagłębiać się w szczegóły i dobrze jeśli chociaż orientacyjnie ustalimy gdzie będziemy wieźć zamówienie. Adres możemy sprawdzić dopiero po zaakceptowaniu dostawy. Biorąc pod uwagę, że bez kontaktu z supportem, odpiąć zamówienie można tylko 3 razy w tygodniu, to jest słabe.

Za dużo klikania

Irytujące jest też, że po akceptacji dostawy, żeby zobaczyć adres restauracji, musimy go sobie rozwinąć. Analogicznie, numer mieszkania klienta także zobaczymy dopiero po rozwinięciu adresu. Informacja o sposobie dostarczenia zamówienia, to już w ogóle wyższa szkoła jazdy. Klienci chyba wpisują ją sami, a nie wybierają z jakiejś listy. Często mamy tam więc na przykład informację typu „drzwi” i teraz domyśl się, czy klient chce się pod tymi drzwiami z tobą spotkać, czy też masz tam zostawić zamówienie?

Przekombinowany wydawał mi się też system odbierania i dostarczania zamówienia. Najpierw należy zaznaczyć, że jesteśmy na miejscu, a dopiero potem, że odebraliśmy lub oddaliśmy jedzenie. Ostatnio podobne rozwiązanie wprowadził też Uber, tak więc może rzeczywiście lepiej, żeby było takie zabezpieczenie przed przypadkowym kliknięciem. Dodatkowym zabezpieczeniem – chyba – jest też fakt, że odebranie zamówienia możemy kliknąć dopiero, gdy restauracja zaznaczy u siebie, że zamówienie jest gotowe. Czasem więc trzeba im o tym przypominać.

Mogło by być bardziej stabilnie

Podobnie jak Wolt Partner, Bolt Courier ma też tendencję do wygaszania się, jeśli apka nie jest „na górze”. Jeśli jeździmy więc na kilku aplikacjach, wówczas warto co kilka minut zajrzeć, czy Bolt na pewno szuka dla nas zleceń.

Ostatnią rzeczą do której przyczepiłbym się jeśli chodzi o samą apkę jest to, że mnożniki są widoczne dopiero po wejściu na stronę www, do której link wysyłany jest co tydzień w zakładce z wiadomościami. Dużo fajniej jest to rozwiązane w Uber Eats, czy Stuart, gdzie aktualne mnożniki widać po prostu na mapie.

Jest też kilka fajnych opcji

Żeby nie było tak, że Bolt Courier jest taką ostatnią apką trzeba ją też za parę rozwiązań pochwalić. Rewelacyjną sprawą jest to, że przy każdym logowaniu wyświetla się lista pojazdów, gdzie możemy wybrać ten, którym akurat zamierzamy się posługiwać. Co ciekawe jest tam też opcja „pieszo”.

Bardzo fajny jest też ekran z dużym numerem zamówienia, który możemy pokazać obsłudze restauracji po przekręceniu telefonu. Bardzo przydaje się to w knajpach, w których panuje duży gwar. Nie mówiąc już o tym, jak bardzo przydatne musi to być dla kurierów słabiej znających język polski. Na plus też trzeba zaliczyć zwięzłe i logicznie poukładane tematy pomocy.

Najmocniejszy punkt

To co jednak najbardziej podoba mi się w apce Bolt Courier to rewelacyjne szacowanie czasów. Już na wstępie – podczas propozycji kursu – mamy podany przewidywany czas na wykonanie całej dostawy. Po zaakceptowaniu kursu widzimy oczywiście czas w jakim zamówienie powinno już na nas czekać. Bolt jako jedna z nielicznych aplikacji oferuje dodatkową dopłatę za wydłużony czas oczekiwania (powyżej 15 minut). Szczegółów jednak nie potrafię Wam podać… bo jak dotąd nie byłem nawet blisko przekroczenia tej granicy! Zazwyczaj zamówienia z tej aplikacji przygotowywane są na czas, ewentualnie czasem zdarzy się najwyżej kilkuminutowa obsuwka. Po odebraniu zamówienia mamy też oszacowany czas dotarcia do klienta i rzeczywiście bardzo często się on zgadza.

Support

Bolt Food przewiduje dwie formy kontaktu z supportem. Możemy pisać przez formularz w aplikacji, lub – co ciekawe – poprosić o oddzwonienie. Niestety i tu trudno mi Wam opisać doświadczenia z supportem jakoś szerzej, bo dostawy na Bolt Food przebiegają mi jak dotąd zaskakująco bezproblemowo. Tylko raz miałem sytuację, w której musiałem z ich pomocy skorzystać, a sposobem załatwienia sprawy byłem wręcz zachwycony.

Był to jeden z tych nielicznych tego lata deszczowych dni. Na wszystkich apkach były spore opóźnienia i kilka minut po tym jak dostałem zamówienie na Bolcie, zadzwoniła do mnie klientka, że mieszka blisko i po pizzę już sobie sama poszła, więc nie ma sensu, żebym jechał do restauracji. Napisałem więc do supportu jaka jest sytuacja. Za chwilę zamówienie było już odpięte… a na moim koncie została doliczona pełna opłata za nie! Jestem w pełni przekonany, że na dowolnej innej apce nie dostałbym z tego tytułu ani grosza. No może gdybym się wykłócał Wolt, czy Stuart zbyłby mnie jakąś złotówką, czy dwoma, Uber na pewno nic by nie zapłacił. A tu szok kilkanaście złotych dostałem tylko za to, że przejechałem do restauracji może z pół kilometra. Żeby nie było tak słodko, słyszałem, że opcja oddzwaniania działa raczej średnio i support potrafi zadzwonić po kilku godzinach.

Zarobki

W niektórych miastach jest więcej opcji

Na początek muszę zaznaczyć, że opisuję jak jest w Warszawie. Z tego co mi wiadomo, w niektórych miastach wygląda to inaczej. Na przykład w Warszawie Bolt Food nie oferuje żadnej dopłaty za dojazd do restauracji. Z tego co słyszałem np. we Wrocławiu i Krakowie, jakaś dopłata istnieje.

Druga kwestia, o której wiem, że inaczej wygląda we Wrocławiu, niż w innych miastach, to możliwość przyjmowania płatności od klienta w gotówce. W Warszawie też nam ogłaszano, że będzie taka opcja, ale mi się nie udało przejść przez formularz zgłoszeniowy do tego – jest tam zresztą napisane, że gotówka jest tylko we Wrocławiu. Wiem, że wielu kurierów nie chciałaby takiej formy rozliczania, ale w Bolt Food jest ona dobrowolna. Jeśli chcesz to możesz ją mieć, jak nie to nie. Moje doświadczenia z płatnościami gotówką w Szama Express i w Stuart są jednak takie, że dostaje się dużo więcej napiwków i są też one często większe. Tak więc ja bym na przykład bardzo chętnie sobie taką opcję uruchomił.

Stawki i mnożniki w Bolt Food

Co do zasady rozliczenia wyglądają następująco. Podstawa wynosi 5 złotych, nie jest to więc ani największa, ani najmniejsza kwota na rynku – raczej lepsza niż gorsza. Kilometrówka wygląda już marnie – bo jest to 1,40zł za kilometr liczone po trasie z nawigacji. Do tego dochodzą mnożniki, a te potrafią się w Bolt Food drastycznie różnić. Zależne są od pory dnia, a ostatnio także od dzielnic w jakich kurier się porusza. Jeśli chodzi o porę dnia schemat jest taki, ze wczesnym rankiem mnożniki są najczęściej niezłe, potem przez chwilę przed południem spadają do bardzo słabego poziomu, żeby znowu na godziny lunchowe wejść na swoje wyżyny. Okres między szczytem lunchowym a wczesnowieczornym znowu jest bardzo słaby. Późnym popołudniem, lub wczesnym wieczorem (jak zwał tak zwał) mnożniki idą nieco w górę, ale nie są już na poziomach z najwcześniejszych godzin, czy też tych lunchowych.

Świeża sprawa

Jeśli chodzi o dzielnice, to jest to świeżutki temat. Dosłownie w tym tygodniu podzielono Warszawę na trzy strefy. Strefa niebieska charakteryzuje się bardzo wysokimi mnożnikami. W jej skład wchodzą Bielany, Białołęka i Targówek. Strefa różowa, czyli Wola i Żoliborz ma natomiast najgorsze mnożniki. Pozostałe dzielnice stanowią strefę żółtą ze standardowymi mnożnikami. W zależności od miejsca i czasu zapłata za dostawę może się więc drastycznie różnić. W tym tygodniu w poniedziałek w strefie niebieskiej w godzinach 12-14 można było liczyć na mnożnik x1,85. Z drugiej strony w strefie różowej od poniedziałku do czwartku w godzinach 15-18 mnożnik wynosił żenujące x1.05.

Jak to się przekłada na konkretne kwoty? Kurs na 2,5 kilometra przy mnożniku 1.85 to 15.73zł, a przy mnożniku 1.05 to zaledwie 8.93! Jest różnica? Jest i to ogromna, dlatego warto być na bieżąco z mnożnikami i wiedzieć gdzie i kiedy nie opłaca się na Bolt Food tracić czasu.

Bolt reaguje na zmiany

Warto tu jeszcze zaznaczyć jedną kwestię. Otóż Bolt Food najbardziej elastycznie ze wszystkich apek podchodzi do zmian mnożników. Jeśli widzą, że na przykład będzie w mieście mocno pada, zdolni są z godziny na godzinę podnosić mnożniki i to do naprawdę imponujących cyfr. Dość powiedzieć, że nawet tego lata bywały dni, w których Bolt na jakiś czas proponował mnożnik x2.0! – czyli 17zł za kurs 2,5km.

Podając kwoty za dostawy trzeba jednak zaznaczyć, że od większości kursów Bolt Food odejmuje drobne sumy z tytułu Vat – nie jest to jednak Vat od naszych zarobków, jak to robi Uber Eats. W Bolt jest to Vat od kwoty, którą klient zapłacił za dostawę, czyli zwykle 23% od kilku złotych. W efekcie jest to najczęściej kilkadziesiąt groszy.

Do niedawna jeszcze Bolt Food gwarantował, że najniższa opłata za zamówienie w Warszawie wynosić będzie 7zł. W tej materii coś się latem jednak zmieniło i miałem już propozycje tańszych kursów. Niestety zniesienie czy też obniżenie gwarantowanej kwoty minimalnej nie zostało nam zakomunikowane, tak więc trudno powiedzieć jak jest naprawdę.

Zamówienia łączone

Przed jedną kwestią trzeba Was koniecznie przestrzec. Absolutnie nie ma sensu brać na Bolt Food zamówień łączonych z jednej restauracji. Estońska apka płaci w takim przypadku 1,5zł + kilometrówka 1,4zł liczona po punktach odbioru. Czyli w praktyce za zrobienie dwóch dostaw z jednej knajpy Bolt płaci Ci: 3,5zł za odbiór + 2*1,5zł (razem 3zł) za dostarczenie + kilometrówka od restauracji do pierwszego klienta + kilometrówka od pierwszego klienta do drugiego. Oczywiście do tego dochodzi mnożnik. W efekcie za kurs w którym jeden klient jest 1km od restauracji, a drugi mieszka kilometr dalej dostajemy 9,30zł razy mnożnik. Sam kurs do drugiego klienta wszedłby po 7,8zł razy mnożnik, czyli w efekcie dodatkowy kurs mamy za 1,5zł! Nawet jak byłby mnożnik 2.0, za dodatkowy kurs wychodzi komiczne 3zł. Ja w takich sytuacjach odpinam jedno z zamówień. Kursy z różnych restauracji wychodzą już normalnie.

Liczba zamówień

O zarobkach na danej apce decydują oczywiście nie tylko stawki za poszczególne dostawy. Bardzo istotna jest też liczba zamówień na jakie mogą liczyć kurierzy. Strefa Bolt Food od dawna już pokrywa praktycznie całą Warszawę. W położonych dalej od Centrum dzielnicach Bolt jest zdecydowanie lepiej zakorzeniony niż Wolt. Tam gdzie jeżdżę najczęściej, zarówno na Włochach, Bemowie i Bielanach słyszałem w niektórych restauracjach, że mają z Bolta najwięcej zamówień ze wszystkich aplikacji. W centralnych dzielnicach dla odmiany mam wrażenie, że mniej restauracji korzysta z Bolta niż np. Ubera, a już na pewno Wolta. Do tego Bolt Food jest jedną z nielicznych już aplikacji, które nie mają w swoim portfolio McDonald’s. Całościowo wydaje mi się, że estońska apka ma nieco mniej zamówień niż konkurencja. Szczególnie kurierzy rowerowi, nie mogą liczyć na jakieś kokosy, gdyż wyraźnie widać, że Bolt Food preferuje kurierów samochodowych (skuterowych pewnie też), niż tych na rowerze.

Podsumowując

Potrafię sobie wyobrazić dlaczego Bolt Food miał opinię bardzo słabej apki w czasach gdy kurierzy jeździli głównie dla jednej aplikacji. Zamówień rzeczywiście jest chyba nieco mniej niż u konkurencji, do tego przez część dnia stawki są na prawdę bardzo słabe. Teraz jednak większość kurierów korzysta już z różnych firm i Bolt jest bardzo fajną apką, jako dodatek do innych. Jedzenie jest tam zwykle gotowe na czas, jesteśmy też w stanie sprawdzić gdzie mniej więcej będziemy jechać, już przy akceptacji zamówienia. Wiemy też ile zarobimy za daną dostawę. Ważne jest, żeby – podobnie jak na Uberze – olewać zamówienia z długim dojazdem. Istotne jest też, żeby wiedzieć gdzie i kiedy opłaca się z ich zamówień korzystać. Bez wątpienia w niektórych porach i rejonach Bolt Food płaci najlepiej ze wszystkich apek, w innych natomiast najgorzej.

Ja w każdym razie bardzo sobie chwalę współpracę z Boltem i możecie się spodziewać, że raczej prędzej niż później na mojej stronie pojawi się dział z poradnikiem dotyczącym tej właśnie apki.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli moje teksty pomogły Ci, albo po prostu uważasz je za wartościowe, możesz wesprzeć mnie za pomocą powyższego guzika:)

6 komentarzy do “Młode wilki – recenzja Bolt Food”

  1. Support Bolta jest tragiczny. Kiedyś czekałem 2 godziny na to, aż oddzwonią żeby odpieli mi zamówienie (oprócz tego też pisałem, bo miałem podpięte dwa zamowienia, więc się dalo). Dopłata za czas oczekiwania to żart. Sama apka moim zdaniem działa ok, ale przez większość dnia nie oplaca się u nich jeździć. Oprócz tego obsługa buntuje się gdy chcemy odpiac zamówienie nawet gdy trzeba na nie czekać z pół godziny. Mówią żeby czekac, bo przecież i tak będziemy mieć dopłatę (która wynosi bodajże 6 zł za godzine:)

  2. Poza Warszawą Bolt ma bardzo mało zamówień. Ma najsłabsze portfolio restauracji zarówno jesli chodzi o ilość jak i jakość (zwróć uwagę na tzw restauracje na wyłączność w poszczególnych apkach – oprócz dużych sieci jak KFC, Mc to one są motorem napędowym danej apki)

  3. Przyznam, że całkiem fajnie się na tej apce lata. Z uwagi na krótkie kursy może to dobrze hulać na rowerze. Póki co jeździłem samochodem, stawki może nieco gorsze niż na Wolcie, ale zamówień więcej. Kilometrówka może słaba, jednak robotę robią mnożniki, przez co nieraz byłem miło zaskoczony. Tym bardziej, że cena już po rozliczonym kursie często jest dużo lepsza niż przy akceptacji.

  4. Uzupełnię jeszcze mój wcześniejszy komentarz o dłuższe już doświadczenie z jazd na tej aplikacji. Z uwagi na ładną ostatnio pogodę jeżdżę tylko rowerem. I na ten środek transportu BOLT jest super. Jak dla mnie kursy mogłyby być dłuższe przez co lepiej płatne. Ale i takie się zdarzają. Co do większej opłacalności WOLTa, to jest dziwna sprawa, bo WOLT na rower proponuje kursy za 7-8 zł, te za 10-12 to już rarytas. Mnie się ostatnio zdarzył rodzynek za 15 zł, na Żeraniu, w dodatku z podanym mocno za długim czasem dojazdu. Mam wrażenie, że WOLT ostatnio „nie umie” w rowery, bo zleceń na ten środek prawie nie ma. Nieco lepiej z samochodem, gdzie trafiają się fajne długie kursy za 30+ zł. Nawet widzę co dzień, odbierając w restauracjach dla BOLTa jak wielu w międzyczasie przychodzi kurierów WOLTa, tyle że skuterowych, firma więc pewno preferuje ten środek, olewając rowery i samochody. W BOLT-cie w dobrej strefie i na dobrym mnożniku normą są zamówienia za 11-12 zł. I przede wszystkim jest robota, chociaż bywają i przestoje.

    1. No niestety Wolt w największym chyba stopniu, ma obecnie na kurierów „wywalone”. Liczy się tylko tu i teraz dla firmy. Dlatego dają teraz te kursy w pierwszej kolejności na skutery i reszta ich nie interesuje. Przyjdzie zima i będą się zastanawiać, czemu kurierzy samochodowi nie chcą realizować kursów…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *