Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Dostawca jedzenia » Wzloty i upadki na niebiesko

Wzloty i upadki na niebiesko

W niedawnym artykule z pierwszą częścią podsumowania 2025 roku w Wolt, skupiłem się na mailu, jaki dotarł do mnie zapewne z samego biura tej platformy. Dowiedzieliśmy się dlaczego Door Dash sypnął kasą dla kurierów Wolta, a także dlaczego autor spodziewał się dużych zmian w branży Food Delivery. Dziś druga część podsumowania. Jak w praktyce wyglądały wysokie, a potem niskie, stawki na Wolt? Czy wszyscy skorzystali na pieniądzach z DoorDash tak samo? Jakie niekrzystne zmiany dla kurierów zostały przepchnięte przy okazji zwiększonych stawek? Jaka przyszłość czeka kurierów Wolt w 2026 roku? O tym w dzisiejszym tekście.

Zmniejszanie floty

Trzeba przyznać, że Wolt zapewnił na kilka miesięcy (dla wielu z nas) na prawdę niezłe warunki finansowe. Nie dość, że stawki (początkowo dla wszystkich) były bardzo wysokie, to jeszcze rzeczywiście na sztywno zamknięto rekrutację i aktywacje. Dodatkowo Wolt zablokował – bez możliwości powrotu – konta kurierów, którzy od jakiegoś czasu nie korzystali z ich aplikacji. Jakby tego wszystkiego było mało, blokady posypały się także w stosunku do tych kurierów, z których Wolt nie był zadowolony. Chodziło tu głównie o zbyt niski wskaźnik akceptacji, lub zbyt wiele odpinanych zamówień. Słyszałem też jednak o banach za zbyt duże opóźnienia w dostawach. W efekcie Ci kurierzy, którzy się uchowali, mieli (szczególnie późną wiosną) nie tylko dobrze płatne kursy, ale też było ich zaskakująco dużo. Muszę przyznać, że w 2025 roku – głównie dzięki Woltowi – miałem najlepszą wiosnę i lato od kiedy pracuję w tej branży.

Tresowanie kuriera

Oczywiście duża liczba dobrze płatnych kursów doprowadziła do sytuacji, że najpierw znacząco ograniczyłem korzystanie z innych aplikacji food delivery, a potem w zasadzie jeździłem już tylko na Wolt. W każdym razie, ta aplikacja miała u mnie absolutny priorytet. Wolt nie przekazał kurierom jasnej informacji odnośnie kryteriów przyznawania banów. W efekcie tym bardziej niechętnie odrzucałem kursy z tej platformy. Pojawił się też u mnie psychiczny dyskomfort w sytuacjach, kiedy kusiło mnie, żeby jakiś kurs jednak odpiąć. Ta kwestia podkręciła się w maju, gdy dowiedziałem się, że w czerwcu pojawi się dodatkowy bonus, uzależniony od współczynników akceptacji i realizacji.

Złapałem się na tym, że pracuję coraz więcej i jeżdżę w rejony Warszawy, których dotąd unikałem. Co więcej, wożę cięższe zamówienia niż dotąd uważałem za dopuszczalne. Ta ostatnia kwestia była dla mnie szczególnie zaskakująca. Od kilku już lat mocno pilnowałem, żeby nie wozić za ciężkich zamówień. W końcu „zdrowie jest najważniejsze”. Tymczasem kiedy Wolt nagle zabrał możliwość wzywania pomocy do ciężkich zakupów, ja nie odpinałem ich. O ile tylko byłem w stanie spakować je do plecaka, zaciskałem zęby i realizowałem je. Pewnego dnia gdy kolega napisał do mnie, że właśnie odrzucił fajny kurs na Uberze, bo wpadł mu dużo gorszy Wolt. Odpisałem mu: „zrobiłeś tak, bo oni nas sobie wytresowali”.

Przyszło mi wtedy do głowy, że może cała ta podwyżka, zmniejszanie floty i „dokręcanie śruby” jest jednak bezpośrednio związane z dyrektywą platformową i Wolt postanowił zawczasu zrobić selekcję kurierów. Gdyby wprowadzono jednak przepisy zmuszające do zatrudniania kurierów, Wolt miałby już u siebie najlepszych dostawców. Później okazało się, że te moje podejrzenia były kompletnie nietrafione. Jak tylko zorientowali się, że kasy nie starczy do końca roku, dział operacyjny od razu odpalił aktywację, a potem agresywną wręcz rekrutację. W efekcie nie tylko stawki wracały do sałbych poziomów, ale i malała liczba kursów przypadających na kuriera.

Koszmarna komunikacja

Partner pracodawcą?

O tym, że Wolt nie spogląda w kierunku „zetatyzowania” kurierów świadczyć też mogły też dyscyplinujące maile jakie otrzymywaliśmy od firmy jesienią. Zawsze kończyły się znamiennym sformułowaniem w stylu: Pamiętaj, że jeśli nie będziesz się stosował do tych zasad, Twoja umowa może zostać rozwiązana przez Partnera, który jest Twoim pracodawcą. Pomijam już jawne kłamstwo w tym zawarte. Nie, to nie Partner rozwiązuje z kurierem umowę. To Wolt blokuje konto. Gdyby było tak jak Wolt pisze, to taki kurier mógłby pójść sobie do innego Partnera i dalej jeździć pod niebieską banderą. Ważniejsze jest to, że Wolt odcinając się od kurierów w taki sposób, jasno stawia sprawę, że nie zamierza traktować kurierów jako pracowników. Samo w sobie jest to zresztą oczywiste. Wolt nie jest naszym pracodawcą. Sęk w tym, że formalnie nie jest nim również Partner rozliczeniowy. Jesteśmy przecież zleceniobiorcami, lub partnerami biznesowymi (w przypadku B2B).

Nie wiem kto wpadł na pomysł pisania takiego zdania w tych mailach, ale w ostatecznym rozrachunku może się to zemścić na tej firmie. Aktualnie nie wiemy jeszcze jakie przepisy zostaną uchwalone w polskich regulacjach. Wcale nie ma pewności (jak to się wielu osobom wydaje), że zakończenie tego procesu oznaczać będzie, że nagle wszyscy kurierzy dostaną umowy o pracę. Ba! Jest to chyba najmniej prawdopodobny wariant. Jedną z realnych opcji natomiast, może być zlikwidowanie Partnerów i nakazanie aplikacjom bezpośrednie podpisywanie umów. Coś podobnego miało miejsce ostatnio w Niemczech. Czy w myśl narracji z tych wiadomości, Wolt uzna wtedy, że sam jest naszym pracodawcą?

Plotki i wysługiwanie się

Kwestia tego niefortunnego zdania to jednak pikuś, przy całej gamie komunikacyjnych uchybień Wolta w stosunku do dostawców. W czasie gdy Wolt jeszcze dobrze płacił, komunikacja w zasadzie nie istniała. Przez kilka miesięcy zachodziłem w głowę, czemu Wolt wysługuje się partnerami, żeby co jakiś czas przekazać nam ważne informacje. A były to na prawdę kluczowe treści, na przykład o tym – jak uniknąć bana! Oczywiście z perspektywy czasu zrozumiałem, że – w ten sposób właśnie – chcieli sprawić wrażenie, że to Partnerzy a nie oni „zatrudniają” i „wyrzucają” kurierów.

Pół biedy już, że te maile szły od partnerów. Najgorsze jest to, że w ogóle nie wszyscy te informacje otrzymali. Któryś partner wysłał tego typu komunikat w maju, inni w czerwcu, a jeszcze inni wcale. Przez pierwszych kilka tygodni kwestie banów i ich przyczyn krążyły w społeczności kurierskiej wyłącznie na zasadzie plotek omawianych na kurierskich grupach. Sami zbanowani kurierzy mieli też utrudniony (żeby nie powiedzieć wręcz uniemożliwiony) proces odwołań. Wolt – najzwyczajniej w świecie -odciął kurierom jakikolwiek kontakt z działem operacyjnym. Skasowano maila do „Stasiów”, a supprot nie chciał w tym kontakcie pośredniczyć.

Bonus o którym prawie nikt nie wiedział

Najbardziej spektakularnym przykładem braku komunikacji Wolta z kurierami, był bonus jaki wprowadzono dla warszawskich kurierów w czerwcu. W skrócie polegało to na tym, że robiąc w jednym miesiącu odpowiednią liczbę kursów, przy odpowiednich wskaźnikach akceptacji i realizacji, w następnym miesiącu uzyskiwano status upoważniający do uzyskania – mniejszego lub większego – bonusu. Jedyna droga jaką informacja o bonusie dotarła do kurierów, był wpis na Discordzie Dexterowskiego, którą zamieścił jego partner – Evelstar. Żadna inna firma, ani Wolt sam w sobie nie dał o tym znać. W efekcie zdecydowana większość kurierów nie widziała, że już w maju traci szanse dostania czerwcowego bonusa!

Czas to pieniądz

Przez pierwszych kilka tygodni – wydaje mi się – wszyscy otrzymywali równie dobre stawki. Z czasem jednak zauważyłem, że – wbrew temu jak zawsze było na Wolt – jeżdżąc samochodem, moje stawki (w przeliczeniu na km) były gorsze niż rowerem. Od kolegów na skuterach dostawałem natomiast ich screeny i okazywało się, że kursy na skuter są wyceniane jeszcze gorzej niż te na samochód. Zacząłem zastanawiać się skąd to się bierze. Wtedy też z pomocą przyszło mi kilka dalekich propozycji kursów na samochód. To były zlecenia na bardzo dużym dystansie, ale – za zupełnie nie pasujące do schematu – niskie pieniądze. Ich wspólną cechą było to, że ich trasa częściowo biegła po trasach szybkiego ruchu, które przecinają Warszawę. Im więcej szybkiej drogi, tym gorsza była stawka.

Zacząłem podejrzewać, że czas dostawy zdaje się mieć większe znaczenie niż dystans. Jeżdżąc rowerem wychodziło mi, że kursy zajmowały mi mniej więcej tyle minut, ile dostawałem za nie złotówek. Gdybym więc miał ciągłość dostaw na Wolt, wówczas wychodziło by mi 60zł/h. Na kursach samochodowych taka stawka była raczej nierealna.

Kontrowersyjne liczenie czasu

Sam fakt wyceny kursu przez wzgląd na czas dostawy, a nie samą kilometrówkę, nie jest zresztą sensacją. Uber Eats robi tak od listopada 2024. Sęk w tym, że Uber bierze pod uwagę w szacowaniu czasu wiele czynników. Tymczasem wyliczenia Wolta zdają się być wyłącznie jakąś drobną kwotą podstawy + czas przejazdu według nawigacji w trybie off line. A to by oznaczało, że nie uwzględniają – na przykład – aktualnego natężenia ruchu. W teorii więc kursy samochodowe powinny być w tej samej cenie (za km) co skuterowe. Ostatecznie nawigacja nie rozróżnia tych dwóch form przejazdu. Ale podczas jednej z rozmów z supporterm, udało mi się wyciągnąć informację, że jest jakaś dodatkowa opłata za sam fakt jeżdżenia autem.

Żeby nie było niedomówień. Uważam, że wycenianie kursów przez pryzmat czasu może być sprawiedliwsze, niż opieranie się na dystansie. Musi jednak brać pod uwagę wszelkie czynniki jakie na czas dostawy wpływają. Oczywistą sprawą jest liczenie czasu przejazdu według nawigacji uwzgledniającej korki. Powinno brać się pod uwagę gdzie znajduje się restauracja. Oczywistym jest że, dojście do restauracji w centrum handlowym, zazwyczaj zajmie więcej czasu niż do wolnostojącej. Tak samo dostawa do bloku jednorodzinnego zwykle będzie dużo szybsza, niż do mieszkania na osiedlu zamkniętym. ETC, ITD… Ba! powinien być nawet brany pod uwagę średni czas opóźnień restauracji.

Kto wyszedł dobrze, a to źle

Bez wątpienia najlepiej na nowym systemie wyszli kurierzy rowerowi i to do nich spłynęło najwięcej kasy. Im mniejszy był ruch na aplikacji, tym fatalniej prezentowała się za to sytuacja kurierów skuterowych. Nie da się wykluczyć, że w tym czasie kiedy na rower wychodziło mi te ok 60/h, kurierzy skuterowi z racji szybkiej realizacji swoich dostaw też osiągaliby podobny wynik. Mimo że poszczególne kursy mieli tańsze, to spokojnie mogli ich zrobić więcej. Łatwiej też było im osiągnąć lepsze bonusy. Do tego jednak musiałaby być ciągłość, a tej w tamtym czasie zwykle nie było. Co kurierowi skuterowemu z tego, że dostał tak samo jak ten rowerowy 1zł/na minutę, skoro jemu ten sam (jedyny w ciągu godziny) kurs miał – według Wolta – zająć 20 minut, a kurierowi na rowerze 30?

Sytuację kierowców ocenić najtrudniej. Wynika to z racji tego, że jedno parkowanie może zająć Ci 30 sekund a inne 10 minut, czasem te dodatkowe pieniądze zrekompensują dłuższy czas przejazdu, a innym razem nawet się do tego nie zbliżą.

Czy polski oddział Wolta wykorzystał dobrze pieniądze?

Odpowiedź na tak zadane pytanie musi być raczej negatywna. Skoro pieniędzy na wyższe stawki miało starczyć do końca roku, to trudno pozytywnie ocenić to, że zaczęły się one za bardzo kurczyć już we wrześniu. Polski Wolt zachował się jak to dziecko, które dostało na święta „tonę cukierków”. Gdyby zjadało je z umiarem, starczyłyby mu na długo. Ono jednak postanowiło wcinać tyle ile dało radę. Prawda jest taka, że przez kilka miesięcy Wolt płacił nam zdecydowanie więcej niż musiał. Żeby przekonać nas do skupienia się na korzystaniu tylko z ich appki, wystarczyło dać te stawki nieco wyższe niż konkurencja, a jednocześnie zadbać, żebyśmy mieli co wozić.

Ja nie narzekam. Bardzo się cieszę, że dzięki Woltowi miałem najlepszą wiosnę i najlepsze lato, odkąd jeżdżę na delivery. Dobre pieniądze przywiązały mnie do niebieskiej appki na tych kilka miesięcy. Klienci też z pewnością odczuli, że jakość dostawy jest lepsza. Przede wszystkim, że jedzenie dociera szybciej i nie krąży z kurierem zamiast jechać do nich. Sam w tym czasie zamawiałem jedzenie wyłącznie na Wolt. Kiedy jesienią stawki niespodziewanie zaczęły spadać, niestety moje przywiązanie do tej platformy siłą rzeczy też zaczęło spadać. Niestety drogi Wolcie, taka jest cena tego, że nie jesteśmy Waszymi pracownikami. Jesteśmy Freelancerami, robimy dla tych, którzy akurat płacą nam lepiej.

Pytanie jednak, czy Door Dash będzie zadowolony, gdy zobaczy, że minął rok, a polski Wolt mimo gigantycznych inwestycji wrócił do punktu wyjścia? Ponownie jest tą najsłabiej lub prawie najsłabiej płacącą platformą w Polsce. Kurierzy przestali traktować jej zamówienia priorytetowo, a nawet odrzucają je już hurtowo, bo nie boją się stracić dostępu do tej aplikacji? Czy Door Dash zadowolony będzie, jak zobaczy, że kurierzy zarabiali więcej w czerwcu, niż po premierze Drwala? Czy Door Dash będzie szczęśliwy, że od platformy odwrócili się niemal całkowicie kurierzy skuterowi?

Co dalej?

Chciałbym wierzyć, że polski oddział Wolta przekona swoich mocodawców, że w nowym roku znów warto zwiększyć budżet na kurierów. Z jednej strony patrząc na ten eksperyment z perspektywy końca roku, musi być on oceniony jako porażka. Pieniądze przepalono w piecu. Z drugiej strony dość jasno widać, co poszło nie tak. Wydaje mi się, że tak długo jak długo Wolt miał jeszcze tę kasę, to efekty mogły być więcej niż zadawalające. To, że jakość naszej pracy wzrosła i była dużo lepsza niż u większości konkurencji, to nie podlega wątpliwości. Podobnie jestem pewien, że drastycznie poprawiły się – w tamtym okresie – wskaźniki zadowolenia klientów (kurierów zresztą też). Przypuszczam też, że znacząco wpłynęło to też na sprzedaż niebieskiej platformy. Jasne jest również, że kiedy kasa się skończyła, wszystkie te kwestie poleciały na łeb i szyję.

Myślę jednak, że prędzej Wolt jak i pozostałe aplikacje postanowią przeczekać niepewny okres. Zobaczyć co postanowi Prosus w sprawie Pyszne.pl i Glovo, a przede wszystkim jakie przepisy ustanowią polscy urzędnicy. W takim wypadku czeka nas – kurierów – bardzo trudny rok. Obecnie platformy delivery płacą nam dobrze tylko wtedy gdy jest na prawdę fatalna pogoda. Nie chodzi tu już o całe okresy – tak jak to było kiedyś. Platformy mają tak skonstruowanie algorytmy wyceny stawek, że identyfikują taką konieczność w danym momencie. Biorąc pod uwagę, jak wyglądała pogoda w Polsce w ostatnich latach, nasza przyszłość zapowiada się raczej w ciemnych kolorach.

Jakby nie było, życzę Wam w nowym roku, żeby dało się jeszcze dobrze zarobić jako dostawca jedzenia. A jeśli nie będzie to możliwe, to żebyście znaleźli szybko inną pracę, która będzie nie mniej przyjemna, niż to czym się zajmujemy. Szczęśliwego nowego roku!

Kostor
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli moje teksty pomogły Ci, albo po prostu uważasz je za wartościowe, możesz wesprzeć mnie za pomocą powyższego guzika:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *