Ten tekst miał być podsumowaniem minionego roku. Zabierałem się za niego kilka razy i w połowie każdego z tych długich spacerów z psem – kiedy rodzą się w mojej głowie kolejne wpisy na tym blogu – dochodziłem do wniosku, że skupiam się na czym innym. Niestety myśląc o minionym roku w delivery, nie da się uciec od rozmyślania o stanie tej branży w Polsce i na Świecie ogólnie. Jeśli więc chodzi o podsumowanie minionego roku – było fatalnie. Jeśli chodzi o prognozy na przyszłość – będzie jeszcze gorzej. Dlaczego? O tym głównie będzie ten tekst.
Jedna jaskółka wiosny nie czyni
Oczywiście trochę żartuję. Będę jednak chciał tu Wam opisać, co takiego działo się w 2024 roku, że tak czarno widzę przyszłość dostawców jedzenia. Zanim do tego przejdziemy, warto wspomnieć o tym, że zanim wszystkie w zasadzie aplikacje, zaczęły podejmować szereg niekorzystnych dla nas kroków, mieliśmy za sobą kilka najlepszych miesięcy w historii. No w każdym razie od czterech lat, odkąd ja pracuję.
Jesień 2023 i początek 2024 roku były dla nas swoistym Eldorado. Platformy (w szczególności Uber Eats i Bolt Food) prześcigały się w atrakcyjnych stawkach i bonusach. Oczywiście po to byśmy chcieli wykonywać akurat ich kursy. Nawet Pyszne.pl, które nigdy nie mogło konkurować z offslotowymi appkami w chłodnym okresie, dało kurierom zimowy dodatek. Notabene w tym roku już go nie ma. Po jego uwzględnieniu, pierwszy chyba raz w historii, zimowe zarobki na tej platformie były rzeczywiście warte zachodu. Jedyną appką, która nie przyłączyła się do wyścigu zbrojeń był Wolt. Jego po prostu w ryzach trzymali mocodawcy z DoorDash. Polscy pracownicy niebieskiej appki musieli więc robić dobrą minę do złej gry, gimnastykując się w manipulacjach, żeby ktoś jednak chciał im te dostawy wozić.
Politycy chcąc – nie chcąc nam wtedy pomogli.
W kalendarium 2023 roku pozwoliłem sobie na taki komentarz:
„Ostatnie miesiące minionego roku pokazały, że niektóre firmy potrafią powalczyć o nasz czas. Teraz gdy większość z nas korzysta już z kilku aplikacji, może być to niezbędne do poprawnego działania aplikacji. Z drugiej strony, jeśli firmy będą miały możliwość importowania dostawców gotowych pracować za drobne, może się okazać, iż uznają, że my dotychczasowi kurierzy, niekoniecznie jesteśmy im już potrzebni”
Afera wizowa
Niestety z tej prognozy trafione okazało się ostatnie zdanie. Teraz – z perspektywy czasu – wyraźnie widać, że ten dobry okres jaki mieliśmy nieco ponad rok temu, zapewne był efektem wydarzeń ze szczytów polityki w naszym kraju. Konkretnie rzecz ujmując był on bezpośrednią konsekwencją tak zwanej afery wizowej, która wybuchła pod koniec wakacji 2023 roku. W świetle zbliżających się (wtedy) wyborów parlamentarnych, afera w której urzędnicy państwowi – najdelikatniej rzecz ujmując – lekką ręką rozdają na lewo i prawy wizy osobom z trzeciego świata, była solą w oku Prawa i Sprawiedliwości. Zwróćcie uwagę, że to jeden z nielicznych skandali z ośmioletniego okresu rządów tej partii, który zakończył się wyciągnięciem jakichkolwiek konsekwencji wobec ludzi z własnej opcji. Z pewnością, kiedy tylko sprawa wyszła na jaw, do ambasad i konsulatów w krajach najbardziej w to zaangażowanych, poszedł kategoryczny zakaz wydawania kolejnych wiz.
PiS wybory przegrał, ale formalnie władzę sprawował jeszcze przez ponad miesiąc. W tym czasie oczywiście w ambasadach i konsulatach wciąż znajdowali się ich ludzie. Partie, które dostały od społeczeństwa władzę, od pierwszych dni po wyborach skupiły się przede wszystkim na zapowiedziach rozliczania osób powiązanych z obozem PiS. Siłą rzeczy wizy zapewne dalej były w stanie swoistego zamrożenia. Tym razem już nie przez wzgląd na polityczny nakaz, a ze zwykłego ludzkiego strachu. Później natomiast nowa Koalicja potrzebowała nieco czasu aby zainstalować w placówkach swoich ludzi i…. No cóż, z jednej strony w telewizji śledziliśmy efektowne obrady komisji sejmowej do spraw afery wizowej, a z drugiej strony, w przykładowym Pakistanie, Bangladeszu, czy Uzbekistanie okienko z wizami ruszyło pełną parą. Na moje oko, z jeszcze większą mocą, niż to było uprzednio.
Jak zatrudniani są dostawcy z importu?
Każdy kto popracował dłużej w delivery zauważył, że dostawcy z importu mają nieco inny styl pracy niż my. Gromadzą się oni najczęściej przy większych McDonaldsach i w centrach handlowych. Tam właśnie czekają w grupkach na zamówienia. Dzięki temu, jeśli sami często bywamy w takim miejscu, dość szybko rozpoznajemy konkretne osoby. Tak też mam i ja. Mieszkam nieco ponad kilometr od sporego centrum handlowego w Warszawie i często tam bywam. Siłą rzeczy doskonale widzę, kiedy pojawiają się nowe twarze importowanych dostawców. Mniej więcej od marca minionego roku pojawiali się więc oni bardzo często. Po kilku naraz. Nawet ostatnio widziałem grupkę czterech takich chłopaków zmierzających do tego centrum na rowerach elektrycznych z nierozpakowanymi jeszcze nowiutkimi plecakami.
Taki bierny styl pracy (i nie tylko to zresztą) sugeruje, że są oni zatrudniani na innych zasadach niż my. Że mają określoną liczbę zleceń do wykonania i stawkę godzinową. Od kilkunastu już w sumie miesięcy noszę się z zamiarem opisania tego szerzej. Niestety wszystko to oparte jest na poszlakach i domysłach. Dopiero ostatnio dotarły do mnie – z drugiej ręki – słowa jednego z restauratorów, który miał się zaklinać, że wie na pewno, że tak właśnie jest. Niemniej z napisaniem tekstu opisującego wszystkie powody, dla których jestem o tym przekonany, poczekam aż dotrze do mnie jakiś konkretny dowód. To co jest istotne, to że jeśli kurierzy Ci mają płacone od godziny, to siłą rzeczy zlecenia ZAWSZE – gdy tylko będą dostępni w danym miejscu i czasie – będą trafiać w pierwszej kolejności do nich.
Przepisy dot. taxi uderzyły w kurierów.
Na marginesie dodam tu jeszcze, że w czerwcu 2024 wprowadzono regulacje zakazujące wykonywania przewozu osób, bez ważnego polskiego prawo jazdy. Co więcej obcokrajowcy chcący się o nie ubiegać, muszą najpierw przebywać w Polsce przez pół roku. W jaki sposób więc firmy mają zagospodarować swoich przyszłych kierowców przez ten okres? No oczywiście jedyną opcją jest puścić ich na dostawy jedzenia. Osobiście – szczególnie odkąd mam elektryka – staram się jeździć głównie rowerem. W ostatnich dniach jednak, rower jest na gruntownym przeglądzie w serwisie i jeżdżę tylko autem. Co mnie zdziwiło? Zaskakująco dużo dostawców jedzenia w samochodach kojarzących się dotąd właśnie z taxi, np. w Toyotach Prius.
Czy platformy nas jeszcze potrzebują?
Jeśli więc platformy mają nieograniczone – być może – możliwości importowania kurierów do Polski, to jaki sens ma inwestowanie w tych, którym płaci się od poszczególnego kursu? Po co my im jeszcze jesteśmy? Po co mieli by dbać o to, czy jesteśmy zadowoleni? Smutna rzeczywistość jest taka, że z każdym miesiącem coraz bardziej można odnieść wrażenie, że jesteśmy tylko swoistym uzupełnieniem kadr. Oczywiście ktoś (najczęściej kurierzy z kilkoma miesiącami stażu) powie, że bez przesady, że da się zarobić. Zobacz -powie – przedwczoraj zarobiłem 300zł… No tak, to ja Ci powiem pogadamy w czerwcu.
Odnośnie właśnie lata. Wiadomo, wtedy jest mniej zamówień i więcej kurierów. Ale czy dysproporcje są tak duże, żebyśmy musieli czekać czasem po dwie godziny na coś do roboty? A może po prostu latem zamówień jest po prostu tyle, że niektóre firmy radzą sobie niemal wyłącznie siłami kurierów, którym płacą za godzinę?
Kto najbardziej korzysta z taniej siły roboczej?
Skala zjawiska jest oczywiście różna w różnych firmach. Trudno mi się jednoznacznie wypowiadać na temat innych aplikacji niż te offslotowe. Na nich Więc się tu skupię. W tym gronie ewidentnie w najmniejszym stopniu (a może wcale?) na kurierach z importu opiera się Wolt. Oczywiście każdy z Was widział kurierów z krajów azjatyckich, arabskich, czy afrykańskich jeżdżących na tej apce. Ostatecznie jednak są tu przecież ludzie z tych krajów, którzy przyjechali rzeczywiście do Polski na studia. Ewentualnie znajdują się tu z innych powodów, niż po prostu bycie tu ściągniętym celem wożenia ludzi, czy jedzenia. Wolt też przez ostatnie 1,5 roku wydaje się być pod względem warunków pracy najbardziej stabilną platformą. Jako jedyny nie reagował na aferę wizową. Oczywiście wcześniej zaliczył ogromny zjazd pod względem stawek, ale wynikał on z przejęcia fińskiej firmy przez amerykański DoorDash.
Zdecydowanie bardziej zależne od kurierów z importu wydają się być Uber Eats a przede wszystkim Bolt Food.
Szalony kwartał w Bolt
Bolt od zawsze był przez polskich kurierów traktowany nieco po macoszemu. Mało kto się tą aplikacją interesował. Po prostu warunki na niej nie należały do zbyt ciekawych, a i zamówień wpadało mało. W 2023 roku w Bolt zachodził jednak szereg zmian na plus. Ich punkt kulminacyjny miał miejsce już na początku 2024 roku. Wtedy to estońska firma zaczęła płacić za dojazd, pozostawiając stare stawki i nie zmniejszając przesadnie mnożników. Nagle z dnia na dzień stał się zdecydowanie najlepiej płacącą aplikacją w branży. Teraz – z perspektywy czasu – myślę sobie, że była to po prostu dla nich konieczność. Skoro – jak sądzę – oparci są oni głównie o dostawców z importu, to nagle znaleźli się w trudnej sytuacji. Chłopakom już pracującym kończyły się wizy, a kurek z nowymi został zakręcony.
Taki stan rzeczy potwierdzać może fakt, że tak samo jak w styczniu Bolt z dnia na dzień stał się najlepiej płacącą apką, tak samo z dnia na dzień obciął stawki i mnożniki. W efekcie natychmiast wrócił na swoje niechlubne miejsce. Dziwnym trafem stało się to właśnie wtedy kiedy na mieście pojawiła się ponownie grupa dostawców z importu. Jeszcze dziwniejsze – teoretycznie – było to, że mimo diametralnego pogorszenia warunków na Bolt Food, zamówień wpadających nam na tej appce wcale nie przybyło.
Efekty
Słaby okres w minionym roku pojawił się więc stosunkowo wcześnie. Już właśnie pod koniec marca i w kwietniu zacząłem mieć dość spore przestoje. Lato było katastrofalne, zdarzały się dni gdzie na Uberze i Wolcie razem wziętych nie zarobiłem nawet 100zł. Bolta na ten okres nie było sensu nawet odpalać. Czekaliśmy więc z utęsknieniem jesieni, licząc po cichu na powtórkę z poprzedniego roku.
Niestety do niczego takiego nie doszło. Trzeba przyznać, że we wrześniu Uber dał kurierom naprawdę rewelacyjne warunki i utrzymywał je długo, mimo że konkurencja nie próbowała się z nim nawet ścigać. Na ten moment dla chyba każdego łączącego appki kuriera, Uber stał się główną platformą. Te kilka doskonałych pod względem stawek tygodni na Uber Eats, to jedyny element nie pasujący do mojej układanki. Uber oczywiście również ma pod swoimi skrzydłami kurierów z importu. Z pewnością nie musiał nam tak dobrze płacić już od września, a jednak dał stawki wyższe niż kiedykolwiek o tej porze roku. Rozwiązaniem zagadki zapewne są wydarzenia z przełomu października i listopada, którymi czas już najwyższy się zająć.
Kurierskie słowo roku – dynamiczne
Tak jak co roku wybierane jest młodzieżowe słowo roku, tak i ja w tym roku wybieram takie, tylko że kurierskie. Wybór nie mógł paść na inne słowo jak: Dynamiczne.
Dynamiczne mnożniki na Bolt Food, dynamiczne stawki w Uber Eats to nowości w systemach tych aplikacji, które mają na celu – jak to się brzydko mówi – optymalizację stawek na tych platformach. Piszę, że brzydko, bo zwykle optymalizacja w jakiejkolwiek firmie sprowadza się do tego, że szuka się oszczędności na jej pracownikach.
O tym, że platformy płacą nam tylko tyle, ile w danym momencie muszą, pisałem Wam już w swoim pierwszym felietonie, blisko trzy lata temu. Przez całe lata sprowadzało się to do tego, że odpowiedzialni za to ludzie ustalali stawki, czy też mnożniki na określonym poziomie. O tym na ile były niskie lub wysokie decydowały prognozy co do zapotrzebowania w danym miejscu, czy czasie. Pewnym było, że latem będziemy zarabiać mniej niż zimą, czy też że w godzinach szczytu zarobki będą lepsze niż w tych mniej popularnych. Dodatkowo dochodziły tu ewentualnie różnego rodzaju bonusy, które miały zachęcić do wykonywania większej liczby zamówień. Od pewnego czasu jednak, firmy te starają się pójść dalej. Po co przepłacać za pewne kursy, tylko dlatego, że nasze szacunki były zbyt pesymistyczne? Najfajniej byłoby im w ogóle nie płacić. Skoro jednak już trzeba, to dążmy do sytuacji, w której możliwie jak najmniej kursów będzie przepłacone.
Blef Wolta
Co ciekawe (przynajmniej w Polsce) pierwszy krok w tym kierunku zrobił Wolt. Który ogłosił już 1.11.2023, że odtąd każdy kurs będzie wyceniany indywidualnie. Jeszcze ciekawsze jest to, że początkowo okazało się to raczej blefem, mającym tylko na celu ukrycie żenujących stawek. Kurierzy jeżdżący już miesiącami w poprzednim systemie Wolt, widzieli, że de facto w wycenie stawek nic, albo prawie nic się nie zmieniło. W praktyce dopiero po mniej więcej pół roku zaczęły rzeczywiście pojawiać się kursy z podniesioną wyceną.
Dynamiczne mnożniki
Pierwszy realny krok w tym kierunku wykonał Bolt Food, który w kwietniu minionego roku wprowadził tak zwane dynamiczne mnożniki. Idea była prosta. W razie potrzeby, gdyby przydałaby się większa aktywność kurierów, podnosimy na chwilę mnożniki. W praktyce jest to zwykle kilka-kilkanaście minut. Zabieg ten pozwolił firmie dać kurierom zdecydowanie niższe mnożniki niż dotąd. W końcu zawsze można je na bieżąco podnieść. Co prawda Bolt nie wycenia indywidualnie każdego kursu. Jednak dzięki temu, że przez większość czasu są minimalne w zasadzie mnożniki, liczba kursów ewentualnie przepłaconych drastycznie się zmniejsza.
Dynamiczne stawki
Uber Eats nie poszedł o krok dalej. Ta platforma wprowadziła optymalizację kosztów naszej pracy na zupełnie nowy poziom. To, jak moim zdaniem skonstruowany jest nowy system wyceny kursów, szczegółowo opisałem już w grudniu. Po kolejnym miesiącu dostaw jestem coraz bardziej przekonany, że jest on bliski temu rzeczywistemu. Nie będę tu tego powtarzał. Przeczytajcie drugą połowę tamtego tekstu. W skrócie Uber rzeczywiście wycenia każdy kurs indywidualnie i próbuje znaleźć dostawcę po możliwie jak najniższej stawce. Dopiero gdy nie potrafi tego zrobić automatycznie podnosi propozycję dla kolejnych kurierów, którym zdecyduje się zapłacić więcej. Tak w skrócie skonstruowane są – jak to sam Uber nazwał – dynamiczne stawki. Zmianę wprowadzono pod koniec października. Zapewne więc wcześniejsze świetne warunki, miały na celu ściągnięcie do Ubera jak największej załogi. Po zmianach pewne było, że część osób odejdzie, a rekrutacja nowych będzie trudniejsza.
Nasze zarobki „w rękach” maszyn
Dynamiczny (hehehe) rozwój AI daje aplikacjom możliwość przekazania decyzji o naszych zarobkach maszynom. One nie kalkują czy podejmą dobrą decyzję. Nie interesuje ich co myśli kurier. Mają proste zadanie znaleźć dostawcę, który zrealizuje kurs po możliwie najniższej stawce.
System dynamicznych stawek na Uberze najprawdopodobniej jest praktycznie w całości kontrolowany przez algorytm i – co najgorsze dla nas – dla platformy jest w zasadzie idealny. Koszty (nasze zarobki) zoptymalizowane są najbardziej jak się da. Jednocześnie, jeśli jest to konieczne, algorytm zaproponuje kurierowi stawkę nie do odrzucenia. Za tym natomiast idzie pewność, że każdy, lub prawie każdy kurs zostanie zrealizowany. Bez wątpienia inne platformy offslotowe bardzo chętnie wprowadziłyby takie same rozwiązania. To co ich może jedynie (na razie) ograniczać, to czas na przygotowanie stosownego algorytmu i wydajność serwerów. W kuluarach już teraz słychać, że Wolt za kilka tygodni będzie wprowadzał jakąś dużą zmianę. Łatwo się domyślić, że może to być podobne rozwiązanie do dynamicznych stawek Ubera.
Co ma piernik do wiatraka?
Ktoś powie, że platformy działają tak na całym Świecie. Dlaczego więc aż tak dużo czasu poświęciłem zjawisku ściągania taniej siły roboczej do Polski? Że jedno z drugim nie jest powiązane.
Oczywiście tak! Dzieje się tak na całym Świecie. Widziałem screeny z Anglii gdzie Just Eat, należący do tego samego koncernu co Pyszne.pl, proponowało kurierom kursy ze stawką mniejszą niż jeden funt. Odstępstwo od reguły jakie miało miejsce w Polsce z powodu afery wizowej, pokazuje jednak, że w określonych okolicznościach, lub regulacjach prawnych ten system może działać uczciwie w stosunku do nas – osób mieszkających już w Polsce. W czasach kiedy komputery decydują o naszym życiu, proponując nam niegodne zarobki, potrzebne są regulacje, które będą nas chronić. Te regulacje zresztą od dawna już istnieją. Nie jest tak, że firmy mogą sobie sprowadzać pracowników z krajów trzeciego świata wedle uznania. Jest szereg procedur i wymogów, które takie praktyki mają regulować. Problem polega na tym, że prawo to jest na tyle dziurawe, że nie ma żadnego problemu, żeby je obejść.
Dyrektywa o pracy platformowej
W tym miejscu pojawia się też temat uchwalonej wreszcie przez Parlament Europejski dyrektywy w sprawie pracy platformowej. Uchwalone ostatecznie zapisy nie są dla platform zbyt korzystne. W zatwierdzonej wersji, rzeczywiście może być im trudno udowodnić, że nie jesteśmy pracownikami tych firm. Ja zresztą nigdy siebie w ten sposób nie traktowałem i mój stosunek do prac w sprawie dyrektywy był raczej zbieżny z interesami platform. Czy chciałbym utracić swobodę jaką mamy na platformach offslotowych na rzecz stabilnej umowy i stawki godzinowej? Moja odpowiedź zawsze brzmiała taka sama. Kategorycznie nie. Nie widzę siebie w delivery na etacie. Gdybym widział, dawno już pracowałbym dla jakiejś knajpy. Zapewne gdybym miał być do tego zmuszony, zrezygnowałbym po prostu. Teraz jednak, widząc w jakim kierunku zmierza nasz zawód, zaczynam mieć wątpliwości. Być może jednak etaty są jedynym rozwiązaniem, które zatrzyma dążenie platform do kompletnego wyzysku naszej pracy.
Z drugiej strony pojawia się pytanie. Czy jeśli rzeczywiście obecnie kurierzy z importu pracują na stawkach godzinowych, a także umowach (bo tylko tak można ich legalnie zatrudnić), to czy wprowadzenie takiego wymogu dla wszystkich, tak naprawdę wiele zmieni? Ci kurierzy tak czy siak wyjdą zatrudniającym ich partnerom taniej, niż Ci którzy już są w Polsce osiedleni. Umówmy się – trudno uwierzyć, aby sprowadzeni tu ludzie nie mieli potrącanej znaczącej części zarobków z tytułu zapewnienia dachu nad głową i wynajmu sprzętu. Nie wiem jak to będzie, ale widzę trochę ryzyko, że może się okazać, iż realnym efektem dyrektywy będzie niestety ograniczenie dostępu do zawodu dostawcy jedzenia.
Wydaje mi się, że przy okazji prac nad konkretnymi przepisami wynikającymi z uchwalonej dyrektywy, konieczne jest też przygotowanie przepisów, które uszczelnią przepisy dotyczące zatrudniania obcokrajowców sprowadzanych do Polski w celach zarobkowych.
Co uchwali nasz rząd?
Dużo więc zależy od konkretnych regulacji, jakie przyjmie nasz rząd. A ma na to – niecałe już – dwa lata. W komisji która pracowała nad dyrektywą platformiani lobbyści przegrali. Przepisy zostały uchwalone w wersji trudniejszej dla nich do przyjęcia. Czy przegrają jednak przy uchwalaniu zapisów w naszym kraju? Zentrale.pl pisało jakiś czas temu o konferencji dotyczącej regulacji nietypowych form zarobkowania, która miała się odbyć w Łodzi. Debata ta była objęta patronatem Ministerstwa Pracy, a jej sponsorami były Glovo, Uber i Bolt. Czyje interesy będą bronili rządzący, skoro Ministra Pracy nie widzi nic niestosownego w takim układzie?
Nawet jeśli polskie władze wprowadzą niekorzystne dla platform regulacje, to czy te firmy będą je respektować? Uber już w zeszłym roku kazał nam ponownie podpisywać umowy, w których wyraźnie deklarujemy, że nie jesteśmy pracownikami firmy. W jednym z krajów, w których już wcześniej uchwalono przepisy nakazujące zatrudnianie kurierów po stawkach zgodnych z minimalną stawką godzinową, platforma uznawała do czasu pracy jedynie czas samej dostawy jedzenia. Uznawała po prostu, że czas oczekiwania na kursy i dojazdu do restauracji… to nie jest praca.
Nie chciałbym być źle zrozumiany
Na koniec chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko tym konkretnym chłopakom, którzy przyjeżdżają szukać lepszego życia do naszego kraju. Nie mam do nich pretensji. Kiedy tego potrzebują, chętnie im pomagam (znaleźć adres, dogadać się z kimś, czy też obsłużyć apkę). Rozumiem, że dla nich, dla ich rodzin może to być nadzieja na jakąkolwiek przyszłość. Nie są oni tu jednak ściągani po to, żeby im tę przyszłość zapewnić. Są tu przywożeni po to, by wielkie firmy mogły zarabiać na ich (a w konsekwencji też naszej) pracy jak największe pieniądze. Skoro jednak są w Polsce ludzie chcący pracować w ten sposób – a są. Polacy, Ukraińcy, ludzie z innych krajów, którzy już tu mieszkają – to powinno im się zabezpieczyć możliwość robienia tego na uczciwych zasadach i za godziwe pieniądze. Na chwilę obecną wszystko wskazuje na to, że za kilka miesięcy już zupełnie nie będzie to możliwe.
To o czym tu dziś czytaliście to w pewnej mierze moje domysły, przypuszczenia oparte na tym co widzę na mieście, co czytam w internecie i słyszę od znajomych. Oczywiście może się mylę. Może Ci wszyscy dostawcy z różnych stron Świata to naprawdę po prostu studenci, którzy znajdują jakoś czas, żeby wozić zamówienia po 12 godzin dziennie. Nie ma też pewności, że ktokolwiek z nich ma stawkę godzinową i w związku z tym ewentualnie lepszy dostęp do zleceń. Pewnie to, że na przykład w styczniowy czwartek mając ustawiony w aplikacjach rower, w ciągu 3 godzin miałem dokładnie jedną propozycję zamówienia zarówno z Uber Eats i jak i Wolt, jest wynikiem wyłącznie przypadku. Może zmiany na aplikacjach mają na celu uczynienie systemów bardziej sprawiedliwymi. Kto wie, może my zarabiamy coraz mniej, bo po prostu nagle zapomnieliśmy jak należy pracować w tej branży.
Tak czy inaczej perspektywy na przyszłość widzę w bardzo czarnych kolorach.
Pozdro.
Jeśli moje teksty pomogły Ci, albo po prostu uważasz je za wartościowe, możesz wesprzeć mnie za pomocą powyższego guzika:)